Przejdź do głównej zawartości

H. James, "Bostończycy", opinia

"Bostończycy" to moje drugie spotkanie z prozą Henry'ego Jamesa, który określany jest mianem wybitnego amerykańskiego pisarza oraz krytyka i teoretyka literatury. W swoich powieściach zgłębiał mentalność Amerykanów, zderzając ją z kulturą europejską. 

W "Bostończykach" mamy znaleźć portret świata rozdartego pomiędzy sferą dawnych wartości i duchem czasu oraz bezlitosną satyrą społeczną na postęp, który bywa zaskakująco wsteczny.  Podobno powyższa powieść jest jedną z najbardziej prowokacyjnych i fascynujących powieści Jamesa.

Prowokacyjna owszem jest, ale niestety u mnie nie wywołała nawet grama entuzjazmu, chociaż czasem się irytowałam przez bohaterów, jakich wykreował pisarz. Ze względu na styl autora już od pierwszych stron przeczuwałam, że nie zapałam wielką miłością do tej książki, chociaż z czasem było nieco bardziej znośnie, ale mimo wszystko bardzo się przy niej męczyłam. 

Oto mamy Basila Ransoma - młodego, konserwatywnego prawnika z Missisipi, który przyjeżdża w odwiedziny do swojej dalekiej kuzynki Olive. Kobieta jest zamożną emancypantką i zaprasza swojego kuzyna na spotkanie sufrażystek, gdzie oboje poznają Verenę Tarrant - młodą działaczkę wątpliwego pochodzenia. Mimo dezaprobaty dla jej poglądów, Basil jest nią oczarowany i usiłuje "nawrócić" dziewczynę na własny punkt widzenia oraz podbić jej serce. Jednakże Olive ma wobec niej własne plany. Dlatego też rozpoczyna się zajadła i bezkompromisowa walka o duszę i umysł dziewczyny. 

Należy oddać Jamesowi to, że wykazuje on w "Bostończykach" niemalże prześmiewcze podejście do zachodzących zmian społecznych, które opisuje. Kobiety postanowiły bowiem wyrwać się z okrutnej władzy mężczyzn i zawalczyć o swoje prawa, które dziś są całkiem naturalne (np. prawo do głosowania czy dostęp do edukacji). Jednakże miałam wrażenie, że autor przedstawia je jakby same nie wiedziały do końca czego chcą, a ich działania ograniczają się tylko i wyłącznie do przemówień oraz narzekań na swój los. Domyślam się, że w zamierzeniu Jamesa tak miało być, gdyż rodząca się emancypancja dopiero raczkowała i faktycznie kobiety mogły jeszcze szukać kierunku, w którym tenże ruch miałby się rozwijać. Dodatkowo sufrażystki z powieści tegoż autora są kobietami, które uważają iż ich misja musi być okupiona męczeństwem, którego dostarcza im sam fakt, że są kobietami, które walczą o wyzwolenie spod rządów okrutnych mężczyzn. Krajobraz ten nieco zmienia postać pani doktor, która przewija się na łamach powieści, a która zamiast siedzieć na spotkaniach i przemowach, jako jedyna robi cokolwiek, żeby zmienić obraz i rolę kobiet w społeczeństwie. Poświęca się bowiem badaniom i studiom nad medycyną, podczas gdy reszta kobiet marnuje czas na spotkania i narzekania, z których tak na prawdę nic konkretnego nie wynika, poza tym, że jedynie jest głośno o temacie. Nie twierdzę, że nie trzeba mówić o sprawach ważnych, bo należy to robić, ale za tym muszą iść również konkretne działania mające zmienić coś w naszym otoczeniu, a te kobiety na prawdę nie robiły nic.

Jak już wspomniałam wyżej toczy się wojna o Verenę - młodą dziewczynę, której poglądy mimo wszystko jeszcze się kształtują i mogą pójść w każdą możliwą stronę. Mimo młodego wieku Verena już zyskała sławę w pewnych kręgach, a jej popularność ciągle rośnie. Wokół niej pojawiają się osoby, które walczą o jej uwagę i swego rodzaju oddanie. Naturalnie robią to w imię wyższego dobra i walki o pewne idee, jednakże tak na prawdę każdy z nich próbuję ugrać coś dzięki jej przychylności...

W "Bostończykach niewątpliwie podejmowane są bardzo ważne kwestie w sposób, który wymusza na nas pewne przemyślenia i zdystansowanie się do zmian zachodzących w życiu społecznym.

Dla mnie osobiście kwestie podejmowane przez Henry'ego Jamesa są bardzo ważne i dają do myślenia, jednakże czymś co sprawiło, że nie sięgnę po inne książki tegoż autora jest jego język oraz postacie, które buduje w bardzo irytujący sposób. Otóż moim zdaniem za dużo czasu i uwagi poświęca opisom osób, miejsc i sytuacji, co bardzo mnie irytowało. Niektórzy z Was być może wiedzą, jak bardzo irytują mnie długie opisy w stylu Orzeszkowej czy Żeromskiego, na które reaguję wręcz alergicznie. A w przypadku Henry'ego Jamesa opisy są tak samo rozbudowane jak u wyżej wspomnianych autorów. Litości...na co mi opis jakiegoś budynku, ulicy, czy mega dokładny opis charakteru jakiejś postaci, która w powieści jeszcze nie raz jest opisywana...

Być może według niektórych z Was przesadzam, ale myślę, że podejście do stylu określonego autora to kwestia gustu. Wiem, że w czasach Jamesa, książki zastępowały telewizję i pozwalały mieć jakiekolwiek wyobrażenie o ludziach, miejscach itd., ale mimo wszystko czasem można napisać coś krócej, nie ujmując przy tym całości. Ja jednak nie mam zamiaru bezkrytycznie zachwycać się tą książką i mimo zalet, musiałam wspomnieć o wadach, które uwierały mnie tak bardzo, że skutecznie zniechęciły do autora. Wolę już sięgnąć po coś autorstwa jednej z sióstr Bronte, u których opisy nie są tak rozbudowane, a bardziej barwne i lepiej oddziałują na wyobraźnię (przynajmniej moją). 

Reasumując

"Bostończycy" to moim zdaniem ważna i potrzebna powieść, która jednak nie trafiła do mnie tak jak powinna, ze względu na to, w jaki sposób została mi podana. Można było krócej i łatwiej bez uszczerbku dla treści, a tak fabuła ciągnęła się masakrycznie wolno, co wzbudzało moją niechęć i irytację. 

Cóż znów wyszedł mi przydługi tekst, który pewnie nie jest wolny od błędów, ale musiałam wyrzucić z siebie wszystkie myśli na temat powyższej powieści. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie;]

Notka pochodzi z bloga:

Komentarze

  1. Książka zdecydowanie nie dla mnie. Tym bardziej, że "fabuła ciągnęła się masakrycznie wolno", więc odpuszczę sobie "Bostończyków"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak - takie książki trzeba lubić.

      Usuń
  2. Zdecydowanie zarówno po Orzeszkową jak i Jamesa należy sięgać dopiero w pewnym wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że masz rację, ale w moim przypadku to chyba już jakiś uraz jeszcze z czasów liceum i chyba nigdy się do nich nie przekonam...chociaż skoro polubiłam siostry Bronte, to kto wie?

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

G. Grzegorzewska, "Noc z czwartku na niedzielę"

Gaja Grzegorzewska, "Noc z czwartku na niedzielę" - słowem wstępu
Bardzo długo stroniłam od polskiej literatury, ponieważ zaczynając moją przygodę z regularnym czytaniem często zawodziłam się na naszych rodzimych autorach. Nie znajdowałam nic co by mnie zadowalało. Do czasu.  Otóż okazuje się, że wystarczy dobrze poszukać, a znajdzie się perełki, które pozostaną z nami na dłużej. Jedną z nich jest Gaja Grzegorzewska i jej twórczość. Po dobrych wspomnieniach dotyczących "Żniwiarza" postanowiłam sięgnąć również po inne książki tej autorki. Tym razem była to "Noc z czwartku na niedzielę", która jest drugim tomem cyklu, który zapoczątkował "Żniwiarz". Fabuła
Weekend może być naprawdę długi...
Prywatna detektyw, Julia Dobrowolska, przyjmuje intratną pracę w detektywistycznym show u boku gwiazdy telewizyjnej, Wiktora Bergena. Odtąd jej śledztwom towarzyszy ekipa telewizyjna, a Julia musi się podporządkować dość ekscentrycznym wymaganiom Bergena.

Gdy dzwoni …

Gayle Forman, "Wróć, jeśli pamiętasz"

Na początku roku miałam okazję przeczytać "Zostań, jeśli kochasz"autorstwa Gayle Fotmann i pierwsza część zainteresowała mnie na tyle, że postanowiłam sięgnąć po jej kontynuację. Zatem jeśli nie czytaliście pierwszej części, a chcecie po nią sięgnąć to od razu muszę Wam wspomnieć, że może być trochę spojlerów jeżeli chodzi o "Zostań jeśli kochasz".
Akcja powieści toczy się trzy lata po tragicznym wypadku, który bardzo zmienił życie Mii. Dziewczyna straciła rodziców oraz młodszego brata, jednak postanowiła żyć dalej i oudziła się ze śpiączki. 
Dziewczyna jednak zniknęła z życia Adama, z którym była w związku przed wypadkiem. Chłopak pomagał jej również po wypadku. Pewnego dnia oboje spotykają się w Nowym Jorku. On zmęczony rozwijającą się w zawrotnym tempie karierą i sławą; Ona właściwie dopiero rozwija skrzydła. Każde z nich żyje z wspomnieniami tego co stało się trzy lata wcześniej i nosi w sobie balast zgromadzony po wypadku oraz tym co nastąpiło po nim. 
"Wróć…

Waldemar Łysiak - Cena [recenzja]

Na Lubimy czytać widnieje taki oto opis książki:
Autor pragnie rozprawić się z tzw. wyborem mniejszego zła , a więc z problemem etycznym, dyskutowanym od stuleci przez wszelkich mędrców i demagogów, i ze zjawiskiem psychospołecznym, realizowanym od stuleci przez jednostki i każdą władzę, tak autokratyczną, jak demokratyczną. Cała akcja rozgrywa się w trakcie długiej i dramatycznej wieczerzy, w jednym pomieszczeniu, które staje się klatką bez wyjścia dla biesiadników. Cokolwiek nie zrobią zostaną skażeni grzechem. W tej powieści dominują kwestie uniwersalne, ale nie brak również analizy ściśle polskich problemów.
Książkę dostałam, to nie był mój osobisty, świadomy wybór, ale to nie przeszkodziło w tym, by się do niej przekonać. Zaciekawiło mnie w niej to, że mimo, iż ma ponad 200 stron, jest pisana jako dramat sceniczny oraz grafika. Trzeba na początku zwrócić uwagę, że tytuł ma dwa znaczenia: cenę, w znaczeniu koszt oraz cena która z włoskiego oznacza wieczerzę. Po przeczytaniu widać wy…