Przejdź do głównej zawartości

Larry Gonick, "Algebra w obrazkach"

Nigdy nie byłam orłem matematycznym, jednak mimo to, to właśnie do algebry miałam słabość. Lubiłam rozwiązywać te wszystkie równania i bawić się tymi wszystkimi iksami oraz igrekami ;). 

Kiedy zaczęłam pracować w domu dziecka i zobaczyłam jak dzieciakom się nie chce i jak ciężko docierają do nich podstawowe wiadomości, to dość szybko zrozumiałam wysiłki czynione przez innych wychowawców, ku temu, aby chociaż trochę zmotywować dzieci do pracy oraz nie tyle zaciekawić o ile ułatwić im naukę w miarę swoich możliwości. Bo nie ulega wątpliwości, że czasem dzieciom się nie chce, bo albo mają zaległości, albo nie rozumieją materiału. Zatem kiedy zobaczyłam "Algebrę w obrazkach" pomyślałam, że to może być coś, co ułatwi mi nieco odrabianie lekcji z matematyki, z niektórymi dziećmi. 

Jednak zanim to nastąpiło sama wzięłam się za zapoznanie się z książką i muszę przyznać, że szkoda, że nie wydana została, jak sama chodziłam do szkoły i zaczęliśmy przerabiać algebrę. Larry Gonick w niezwykły sposób wprowadza nas w algebrę bardzo obrazowo przedstawiając nam poszczególne problemy tego działu, wcześniej przypominając nam podstawy arytmetyki ;). Przy każdym zagadnieniu jest dużo wyjaśnień, przykładów i obrazków, które ułatwiają przyswojenie wiedzy. Ja mogłam sobie odświeżyć pewne zagadnienia i już nie musiałam przy wychowankach przypominać sobie niektórych zagadnień ze szkoły. Mam wrażenie, że pewne rzeczy wchodziły im do głów nieco mniej opornie niż do tej pory.

"Algebra w obrazkach" to niezwykła publikacja, którą można wykorzystać w pracy nie tylko ze starszymi dziećmi, ale też tymi z podstawówki, które mają problem np. ze zrozumieniem ułamków. Myślę, że ta książka jest jak najbardziej do wykorzystania zarówno w pracy wychowawczej/naukowej z naszymi wychowankami czy uczniami na zajęciach wyrównawczych, ale też przyda się w domowej biblioteczce dziecka, które wkracza w świat matematyki. Niewątpliwie ta niepozornie wyglądająca książka ułatwia naukę i pomoc w niej. Osobiście zamierzam wykorzystywać ją zawsze kiedy się da, w pomocy nie tylko dzieciom, z którymi pracuję, ale też za kilka lat będę podsuwać swoim siostrzeńcom (bo raczej nie straci na aktualności;)). 

Na koniec jeszcze dodam, że gdyby wszystkie materiały do nauki matematyki były tak przygotowywane, ja może łatwiej bym ją przyswajała i nie miałabym do niej takiego urazu ;p. 

Komentarze

  1. w takim razie podziwiam xd ja i matma? to nigdy nie wychodziło xp [jedyne co lubiłam to ciągi xd];
    ale za to podziwiam osoby, zwłaszcza pracujące z dziećmi czy starszymi, które ciągle szukają dla nich nowych materiałów, żeby uprzyjemnić im naukę czy którąś z form terapii; także chwała Ci za to;

    co do książki, to pewnie i mnie by się przydała gdy chodziłam do szkoły, chociaż i to nie koniecznie dało by jakieś efekty xd
    zbyty oporny ze mnie materiał x]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie taka praca - a praca z dziećmi z dysfunkcjami, tym bardziej wymaga kreatywności i wszelakich materiałów pomocniczych.
      Poza tym ja też jestem opornym materiałem jeżeli chodzi o matmę.

      Usuń
  2. My, optymiści nie patrzący na świat przez pesymistycze okulary... czasem widzimy jaką orką na ugorze może być praca z dziećmi z DD ;). Jeśli już sama matematyka bywa troszkę trudna, to co dopiero taka matematyka, którą trzeba nauczyć (!) inne dzieci, nie mające o niej większego pojęcia (albo całkowicie błędne)... które mają w nagrodę różne dysfunkcje.

    Bez kreatywności, stałego polepszania swoich umiejętności oraz poszerzania wiedzy - nie wyobrażam sobie nauczyciela.

    Znam osobiście jedną z nauczycielek edukacji wczesnoszkolnej, która jest dla mnie (i nie tylko zresztą dla mnie) WZOREM. Dla Niej nie ma rzeczy niemożliwych - czasami są "trochę trudniejsze". Jej pasja do pracy, stałego rozwoju, dbania o rozwój dzieci (uczniów) oraz własne stałe dążenie do bycia coraz lepszym... po prostu powala na kolana :).

    Mi się marzy przynajmniej kilka lekcji matematyki na wesoło - w takiej formie, aby KAŻDE dziecko samodzielnie mogło testować, odkrywać i tworzyć matematykę... nie czując tego, że właśnie uczy się o tym co je jeszcze kilka dni (tygodni) temu przerażało.

    PS. Nie do końca chce mi się wierzyć Natalia, że jesteś odporna na matematykę. Być może raczej masz pewne braki w wiedzy oraz umiejętnościach, ale gdybyś miała BARDZO dobrego nauczyciela i konieczność nauczenia się matematyki (bo sama byś musiała i chciała innych uczyć), wówczas twoja odporność na przyswajanie wiedzy oraz rozwijanie umiejętności... mogłaby DRASTYCZNIE spaść :P. Wierzysz w to? ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak - doświadczyłam tego w swojej ostatniej pracy, szczególnie w momentach, w których tłumaczyłam prostą rzecz, która urastała do nie wiadomo jak złożonej matmy :/.
      Co do mojej wiedzy matematycznej to masz rację - tak miałam chociażby z niemieckim, z którego byłam noga, a wystarczył dobry nauczyciel, dużo pracy i matura na karku...można? Można ;).

      Usuń
    2. Tomasz napisał:
      "Mi się marzy przynajmniej kilka lekcji matematyki na wesoło - w takiej formie, aby KAŻDE dziecko samodzielnie mogło testować, odkrywać i tworzyć matematykę... nie czując tego, że właśnie uczy się o tym co je jeszcze kilka dni (tygodni) temu przerażało."
      więc koniecznie polecę blog o matematyce dla dzieci:
      MAMAtyka.blogspot.com

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

G. Grzegorzewska, "Noc z czwartku na niedzielę"

Gaja Grzegorzewska, "Noc z czwartku na niedzielę" - słowem wstępu
Bardzo długo stroniłam od polskiej literatury, ponieważ zaczynając moją przygodę z regularnym czytaniem często zawodziłam się na naszych rodzimych autorach. Nie znajdowałam nic co by mnie zadowalało. Do czasu.  Otóż okazuje się, że wystarczy dobrze poszukać, a znajdzie się perełki, które pozostaną z nami na dłużej. Jedną z nich jest Gaja Grzegorzewska i jej twórczość. Po dobrych wspomnieniach dotyczących "Żniwiarza" postanowiłam sięgnąć również po inne książki tej autorki. Tym razem była to "Noc z czwartku na niedzielę", która jest drugim tomem cyklu, który zapoczątkował "Żniwiarz". Fabuła
Weekend może być naprawdę długi...
Prywatna detektyw, Julia Dobrowolska, przyjmuje intratną pracę w detektywistycznym show u boku gwiazdy telewizyjnej, Wiktora Bergena. Odtąd jej śledztwom towarzyszy ekipa telewizyjna, a Julia musi się podporządkować dość ekscentrycznym wymaganiom Bergena.

Gdy dzwoni …

Gayle Forman, "Wróć, jeśli pamiętasz"

Na początku roku miałam okazję przeczytać "Zostań, jeśli kochasz"autorstwa Gayle Fotmann i pierwsza część zainteresowała mnie na tyle, że postanowiłam sięgnąć po jej kontynuację. Zatem jeśli nie czytaliście pierwszej części, a chcecie po nią sięgnąć to od razu muszę Wam wspomnieć, że może być trochę spojlerów jeżeli chodzi o "Zostań jeśli kochasz".
Akcja powieści toczy się trzy lata po tragicznym wypadku, który bardzo zmienił życie Mii. Dziewczyna straciła rodziców oraz młodszego brata, jednak postanowiła żyć dalej i oudziła się ze śpiączki. 
Dziewczyna jednak zniknęła z życia Adama, z którym była w związku przed wypadkiem. Chłopak pomagał jej również po wypadku. Pewnego dnia oboje spotykają się w Nowym Jorku. On zmęczony rozwijającą się w zawrotnym tempie karierą i sławą; Ona właściwie dopiero rozwija skrzydła. Każde z nich żyje z wspomnieniami tego co stało się trzy lata wcześniej i nosi w sobie balast zgromadzony po wypadku oraz tym co nastąpiło po nim. 
"Wróć…

Waldemar Łysiak - Cena [recenzja]

Na Lubimy czytać widnieje taki oto opis książki:
Autor pragnie rozprawić się z tzw. wyborem mniejszego zła , a więc z problemem etycznym, dyskutowanym od stuleci przez wszelkich mędrców i demagogów, i ze zjawiskiem psychospołecznym, realizowanym od stuleci przez jednostki i każdą władzę, tak autokratyczną, jak demokratyczną. Cała akcja rozgrywa się w trakcie długiej i dramatycznej wieczerzy, w jednym pomieszczeniu, które staje się klatką bez wyjścia dla biesiadników. Cokolwiek nie zrobią zostaną skażeni grzechem. W tej powieści dominują kwestie uniwersalne, ale nie brak również analizy ściśle polskich problemów.
Książkę dostałam, to nie był mój osobisty, świadomy wybór, ale to nie przeszkodziło w tym, by się do niej przekonać. Zaciekawiło mnie w niej to, że mimo, iż ma ponad 200 stron, jest pisana jako dramat sceniczny oraz grafika. Trzeba na początku zwrócić uwagę, że tytuł ma dwa znaczenia: cenę, w znaczeniu koszt oraz cena która z włoskiego oznacza wieczerzę. Po przeczytaniu widać wy…