"Nadzieja od zwierząt", Agnieszka Kuchmister

Od jakiegoś czasu przekonuję się do naszej rodzimej literatury i coraz częściej sięgam po twórczość polskich autorów i autorek. Ostatnio sięgnęłam po "Nadzieję od zwierząt" Agnieszki Kuchmister.


Jest to powieść utrzymana w baśniowym klimacie, z fabułą, która wzruszy niejednego czytelnika. Główna bohaterka charakteryzuje się ogromną empatią i współodczuwaniem cierpienia ze zwierzętami, co potrafi być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. 

Matka Nadziei - Florentyna dorastała w czasach wojny, a w rodzinnej wsi odkryła niezwykłą rzecz. Otóż w Sokołowie przenikały się dwa światy, a i sama Nadzieja ma w sobie prawdziwą magię. Ze względu na swoją relację ze zwierzętami główna bohaterka postanowiła studiować weterynarię, gdzie poznaje niezwykłych ludzi.

Kiedy odebrałam od kuriera przesyłkę m. in. z powyższą powieścią, zorientowałam się, że "Nadzieja od zwierząt" jest kontynuacją "Florentyny od kwiatów", której nie miałam okazji czytać. Dlatego też bałam się, że nie odnajdę się w fabule. Jednakże czytając powyższą książkę okazało się, że nie jest tak źle - pomimo kilku fragmentów, które zapewne zrozumiałabym lepiej, gdybym czytała pierwszą część serii. To nie przeszkodziło mi jednak zakochać się w tejże historii i znaleźć w niej kilka fragmentów, które ogromnie do mnie przemówiły oraz niejednokrotnie wzruszyły. Postawa Nadziei wobec zwierząt sprawiała, że na nowo przemyślałam sobie pewne rzeczy, co zapewne będzie miało wpływ na to jak postrzegam pewne sprawy. Niemniej jednak zabrakło mi w tej powieści m. in. informacji o tym czy Nadzieja jest wegetarianką lub weganką - w końcu przecież tak bardzo przezywa każdą śmierć zwierzaka. Możliwe, że to jest w domyśle, ale dobrze jest podkreślać takie rzeczy w fabule - w końcu to one przyczyniają się do tego jak postrzegamy poszczególne postaci. Niemniej jednak w tym przypadku zapewne wychodzi już moje czepialstwo. ;) W każdym razie mimo tego, że w "Nadziei od zwierząt" znalazłam dużo wątków obyczajowych, do których czasem mogłam się przyczepić, to o dziwo czytało mi się tę powieść całkiem przyjemnie. A to dlatego, że autorka przyprawiła swoją historię szczyptą swego rodzaju mroku i grozy, dzięki czemu cała opowieść stała się mi bliższa.

Tak jak wspomniałam do pewnych wątków nieco mogłam się przyczepić. Otóż dla mnie słabością tej książki jest to, że praktycznie nie ma w niej zarysowanego tła, przez co miałam wrażenie, że postaci w tej powieści żyją w zupełnym oderwaniu od tego co dzieje się zarówno w kraju, jak i za granicą - a przecież bohaterowie tej książki żyją w dość burzliwych czasach, w związku z tym na pewno przeżywali to co się działo wokół. W dodatku miałam wrażenie, że autorka bardzo małą uwagę przyłożyła do opisania więzi między poszczególnymi postaciami i to jak odczuwają emocje odczuwają - wiecie, niby wszystko jest, ale jednak nie do końca. Mam tu na myśli m. in. to, że jeżeli już pojawiają się sceny, w których znajdujemy jakieś bliższe interakcje między postaciami to np. bohaterki na przejawy czułości czy jakiegokolwiek okazania uczuć odczuwają jedynie ciepło gdzieś w okolicach serca lub pod żebrami, a przejawy zazdrości przejawiały się np. w wężowych oczach. Niestety zabrakło mi tu jakiejś różnorodności w opisywaniu uczuć, przez co miałam poczucie, że autorka traktuje ten aspekt swojej historii bardzo pobieżnie. Natomiast jeżeli chodzi o kwestie dotyczące zwierząt czy w ogóle świata przyrody i tego co w sobie kryje, to widać, że autorka dobrze czuje się w tego typu tematach i wie o czym pisze. 

Mam ogromną nadzieję, że autorka będzie rozwijać swój warsztat i jej książki będą coraz lepsze, bo ma ogromny potencjał. W każdym razie mam nadzieję, że pani Kuchmister wyda jeszcze niejedną książkę, a ja umilę sobie czas m. in. sięgając jeszcze po "Florentynę od kwiatów"

Natalia

Komentarze

Prześlij komentarz