"Zakon mimów", S. Shannon |możliwe spojlery|

Na początku roku przeczytałam "Czas żniw", który w zbudził we mnie mieszane uczucia. Jednakże ostatnio sięgnęłam po ich kontynuację, czyli po "Zakon mimów"

W tej części wracamy do Londynu, do którego wróciła Page z Szeolu I. Jednak jeżeli myślała, że powrót do miasta oznacza koniec jej problemów to grubo się myliła. Dziewczyna stała się najbardziej poszukiwaną osobą w Sajonie, a w przestępczym światku w pewnym momencie zaczęła się walka o władzę. Dodatkowo z cieni wypełzają Reafici.

~*~

Ta część serii bardzo przypominała mi "Szóstkę wron", którą czytałam już prawie 3 lata temu. Wtedy "Szóstka wron" była dla mnie historią dla młodzieży, która nie zaspokoiła moich oczekiwań. Wtedy oczekiwałam od książek jednak czegoś ambitniejszego. Jednak teraz potrzebuje lekkich historii w tego typu klimatach. Zatem "Zakon mimów" okazał się dla mnie idealną historią, która świetnie odrywała mnie od rzeczywistości i, do której chętnie wracałam. Lekki styl, wartka akcja i zwroty akcji sprawiały, że ciężko było mi się oderwać od lektury, a zakończenie książki zabiło mnie takim plot twistem, że praktycznie od razu sięgnęłam po trzeci tom, czyli "Pieśń jutra".

Historia, którą utkała autorka sprawiła, że przeniosłam się w jedną z moich ulubionych lokacji, czyli do Londynu. W dodatku klimat książek z tej serii coraz bardziej mnie urzeka. I mimo tego, że wiele wątków kojarzy mi się z innymi popularnymi książkami, to bardzo polubiłam ten cykl i ogromnie wciągnęłam się w fabułę. W dodatku ogromnie intryguje mnie jak rozwinie się relacja Page i Naczelnika, która z tomu na tom jest coraz bardziej burzliwa. Jednakże najbardziej ciekawa jest dla mnie kreacja świata oraz wszelakie intrygi, które z każdym kolejnym rozdziałem wychodzą na światło dzienne. 

To niesamowite jak bardzo wciągnęłam się w tę serię - zresztą tak samo jak wciągnęłam się w Pierwszą i Drugą Erę "Z mgły zrodzonego". I powiem Wam, że w końcu cieszę się, że znalazłam autorów, którzy piszą książki, które mnie tak bardzo wciągają i pozwalają się oderwać od tego co normalnie zaprząta moją głowę. Niestety długo nie doceniałam tego typu powieści. Na szczęście teraz zdaję się to nadrabiać. Obawiam się jedynie, że zanudzę Was pisaniem cały czas o jednych i tych samych seriach.

Komentarze

  1. Super jest znaleźć autorów "dla siebie". Przeczytałam "Czas żniw" i z chęcią sięgnę po kolejne części.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz